czwartek, 30 stycznia 2014

8 luty 2014 - Bieg Urodzinowy Gdyni - Marsz Nordic Walking (4 km) i Bieg (10km)

Do 3 lutego można dokonywać internetowej rejestracji na 8 lutego 2014 Bieg Urodzinowy Gdyni -  oraz na nordikową imprezę towarzyszącą: Marsz Nordic Walking.

Data imprezy: 8 luty 2014 (sobota)


Marsz Nordic Walking rozpoczyna się o 9.30!
Bieg Główny o 13.00

Trasa: Nordik Walking  4 km po mieście Gdyni:)

Rejestracja internetowa na marsz NW - do 3 lutego!
http://www.biegurodzinowy.sts-timing.pl/index.php

Listy startowe:
http://www.biegurodzinowy.sts-timing.pl/lista.php

Wpisowe na Marsz NW:
nie ma

Na mecie:
ciepła herbata i medal :)

Ps. Zmieniłam dzięki Jaro za poprawkę :)

TUTAJ AKTUALNA 2014 - strona Organizatora :)
http://gdyniasport.pl/pl/aktualnoci-2/item/3281-bieg-urodzinowy-gdyni





Centrum Hevelianum, Grodzisko, Forty w Gdańsku odśnieżone i dostępne także zimą!

6 km, -10C
Wczoraj poszłam na nordic walking sprawdzając dalej jak maszeruje się po Fortach. Zimą te miejsca są wspaniałe - dużo podejść pod górę, można się zmęczyć i co ważne przy -10C - szybko rozgrzać.
Pomaszerowałam zatem na początek, Grodziskiem, ścieżką  z widokiem na Górę Gradową. Ścieżka nie śliska - sam wspaniale ubity śnieg - więc szłam dalej. Spodziewałam się w tym parku śniegu ponad buty - założyłam (dumna, że sobie w domu o nich przypomniałam :) - stuptuty rowerowe. Okazało się, że maszeruje się wspaniale, do tego w dole fosy zauważyłam  grupę turystów. Ścieżka była przyjazna nawet dla osób w miejskim obuwiu - postanowiłam więc zmienić plan i pomaszerowałam w dół do Fosy, a potem na Górę Gradową. (To ta słynna góra, z krzyżem, która widnieje na horyzoncie Gdańska, nieopodal biurowca zwanego "Zieleniakiem").

Ze zdziwieniem odkryłam, że tereny Centrum Hevelianum, Grodziska są pięknie odśnieżane! Minęłam ciągnik traktorowy, posypujący tereny Fortów piaskiem. Scieżki ubite i nie śliskie.

Dzięki temu historyczne wystawy całoroczne Centrum Heveilanum na Górze Gradowej są cały czas dostępne dla zwiedzających. Można też schronić się tam przed wiatrem, deszczem czy śnieżycą.

Podziwiać zimową panoramę Gdańska.

W drodze powrotnej zrobiłam kilka pętli przy zbiorniku retencyjnym Mokra Fosa .
Zespół Grodzisko dba także o informację dla spacerowiczów kiedy i czym można dokarmiać bytujące tam ptaki.

 Nie dokarmiamy ich latem, gdyż mają wtedy pożywnie ze zbiornika oraz pobliskich terenów zielonych. Natomiast zimą i na przednówku - można dokarmiać - jest  tablica ze wskazówkami. Obok niej stoi wysoki, obszerny karmnik. Podczas marszu wokół zbiornika kilka razy mijałam osoby przychodzące dokarmić marznące ptactwo.
Na widok człowieka gołębie natychmiast zlatują się, w nadziei na dokarmienie. Niestety nie miałam wtedy ze sobą niczego dla nich.


sobota, 25 stycznia 2014

-12, nordik wzdłuż Alei Zwycięstwa i nieplanowany, spontaniczny trucht :) (bo zimno)

ps.  właśnie przeczytałam na blogu NordicwalkingMK Macieja K.,
http://nordicwalkingmk.blox.pl/2014/01/Anomalie-pogodowe-Na-lodowe-podloze-malo-co-pomoze.html
że nie wszędzie Nordic Walking jest, na zimowych chodnikach, tak entuzjastyczny i bezpieczny jak na trasach, którymi ja dziś chodziłam w  Gdańsku. Może to brak odwilży u nas, może brak?  (na szczęście) soli na ścieżkach rowerowych i w parku?, bo u nas trasy, które opisałam przypomniały te śniegowe, fajne ubite ścieżki, które pamiętam z dzieciństwa- ubite, białe, ale nie lodowe, nie zdradliwie śliskie.  Zatem dzięki za czujność i przestrogę Maciek! No i życzę bezpiecznych, dobrych tras! :)

Dziś sprawdziłam, jak maszeruje się trasą wzdłuż ul. 3 Maja i terenem wzdłuż Alei Zwycięstwa.
Korzystając z tego, że trasy rowerowe asfaltowe pokryte są śniegiem, rozpoczęłam marsz na ubitej ścieżce rowerowej nad Dworcem Głównym.


Początkowo chciałam zrobić kilka pętli tam i z powrotem, bo nawierzchnia miała dobra przyczepność, ale było tak pięknie, mroźno i słonecznie, że po minięciu skrzyżowań Błędnika, skręciłam ze ścieżki rowerowej w prawo, na teren byłego Cmentarza i dalej w kierunku Parku Steffensa.


Maszerowało się świetnie, ubitymi  śnieżnymi  drogami, park niemal pusty, prócz jednego biegacza. Jednak ze zdziwieniem dostrzegłam,z e w tym parku ludzie biegają tez na nartach biegowych! Co chwila mijałam radosne osoby. Bardzo mnie to zaskoczyło i uradowało, że tak blisko, w samym Centrum Gdańska są fajne, przystępne dla początkujących i dostępne bez auta tereny płaskie, po których da się rekreacyjnie pobiegać na nartach. Ekstra!
Jako, że zaczął zapadać zmrok, zmieniła się też temperatura, a że zatrzymywałam się by zrobić zdjęcia, z czasem zaczęło mi być troszkę zimno.

Nie miałam w głowie perspektywy użalania się nas sobą ;) - do domu kilka  kroków, ale wspominałam w myśli czytaną wczoraj książkę  I przypomniałam sobie ostatni cytat z książki pt."Jedz i biegaj" (Eat and Run) Scotta Jurka - "bieganie to kontrolowany upadek". Postanowiłam zatem potruchtać z kijami. Przyjęłam drobniejszy krok i pochyliłam się nieco do przodu aby pchała mnie siła grawitacji. To było świetne!  Bo powinniście jednak wiedzieć, że dotychczas, jeśli już musiałam, to biegałam jakby mnie gonił pies na kreskówce i chciał ugryźć w tyłek - czyli jak Jaś Fasola). To było dawno.

 Do biegania sportowego z kijami nordic walking moje 115 cm Exele są zbyt krótkie, ale przy drobnym kroku było świetnie. Nie zmieniało to tempa, bo w tym rekreacyjnym  marszu wahało się ono między 5 a 6 km/h. Ale sporą część drogi powrotnej przebiegłam drobnym krokiem. Wystarczało to do bardzo skutecznego rozgrzania się. Jestem zadziwiona, że przyszło to tak naturalnie... W ten sposób chyba zacznę... zaczęłam? ...biegać zatem?

Mam też plan by uszyć długi pokrowiec na kije, które mogłabym zawieszać przez ramię, jak łuk, na plecach, a wtedy dowolnie mogłabym zmieniać techniki podczas treningu i wracając z nordiku, gdy nawierzchnia nie będzie już tak przyjazna do wbijania grotów - biec truchtem.
Nigdy wcześniej o tym tak nie myślałam. Od biegania zawsze mnie mdliło, bo miałam kiedyś wstrząs mózgu i wylew podczaszkowy, a od tego czasu, większość aktywności wymagających regularnych wstrząsów powodowała u mnie niedyspozycje i mdłości.

 Jednak pierwsza książką o bieganiu, jaka przeczytałam i jaka została mi w sercu,  jest Ukryta Siła - Rich Rolla.Ogromne wrażenie zrobiła na mnie. (Finding  Ultra). Przeczytałam ją jednym tchem w podróży.
Polecam Wam recenzję tej książki na blogu Vege Runners:
http://www.vegerunners.pl/2013/12/ukryta-sila/
Moje wspomnienia z biegania dotyczyły szkolnego koszmarku sprintu na 100m, gdzie notorycznie zwalniałam widząc metę :/... (Może nie wracać do tego lepiej ;) Ale dopiero myślenie o rozłożeniu sił na długie dystanse, odblokowało moje przesądy na temat biegania. Dlatego dziś po prostu spróbowałam przebyć kawał trasy truchtem. Bo miałam ochotę zobaczyć jak to jest, gdy się biegnie w swoim tempie.
Myślę, że jest DOBRZE.



czwartek, 23 stycznia 2014

Zimno u mnie, a w drugim domu jeszcze zimniej...Czas iść na trening :)

Cóż, w moim mieszkanku w kuchni i łazience  mam juz cały grudzień 6 C, ale że Rodzice z Siostrą jadą na ferie, to miałam nadzieję dogrzać się u nich. Jednak pech - także tam dziś awaria ogrzewania. Cóż zostaje mi od jutra wybrać się na rozgrzewające treningi bliżej Dworca, może nową drogą rowerową  ul. 3 Maja a potem w parku  Aleją Zwycięstwa? Zrelacjonuję niebawem. Na pewno ta trasa zimą jest fajna, bo pozornie nie czuć tak spalin, jak latem, gdy  wracałam aż brudna na twarzy od smogu. Zobaczymy, jak zimą ta trasa. W każdym razie przepakowałam wszystkie graty sportowe  do drugiego mieszkanka.
W moim mieszkaniu z lat 30 tych XX w. z nieocieplonej cegły, szczytowym i pod lodowatym poddaszem,  jest raczej zimno. Czasem mam 15C czasem 17C...Zauważyłam, że po 2 latach mieszkania w takim nie za ciepłym lokum (nie przegrzewanym) także moje zahartowanie się poprawiło. Nie tak łatwo mnie "przewiać" itd.  Jednak jeśli zmarznę na dworze i potem w domu nie bardzo mam jak się dogrzać (oprócz siedzenia na piecu), to jednak odczucie fizyczne i pamięć ciała wrażliwego na zimno jest bardziej dotkliwe, ogólnie. (Podobnie było kiedyś,  gdy pracowałam zimą przy rozdawaniu ulotek). Mimo, że obecnie nie chorowałam niemal od 2 lat (pomijając 1 zatrucie się), to gdy jadę np. PKS -em, to nie zdjemuję kurtki, ani polara, siedzę w czapce, mimo, iż inni pasażerowie zdejmują swoje okrycia...Może to przez ogólnie zwiększone przebywanie codzienne ma mrozie (jeżdżę codziennie rowerem, czasem musze iść ze 3-4 km piechotą), i brak tego dogrzania się w mieszkaniu.... W każdym razie na zdrowiu mnie się to nie odbija, nie choruję, ale wolę nosić polar. Poza tym nie mam potrzeby zimą siedzieć w mieszkaniu nagrzanym do 25 C, w krótkim rękawku.  Może to czasem dziwne, ale zdarza mi się jak przywali -20 i mam w domu 12-14 C to po prostyu śpię w czapce itd. Mam też elektryczną poduszkę do ogrzania przemarźniętych kończyn, na czarną godzinę.
Na szczęście jednak i naszą kamienicę będą ocieplać za 2 lata :) , może wtedy uda się trzymać zimą stałą temperaturę 19 C :) ale zahartowanie się zostanie :)
Na razie jednak z powodu awarii pozostaje plan rozgrzwającego treningu :)

sobota, 18 stycznia 2014

Trasa nordic walking Gdańsk- Siedlce. Forty Zimą.

5,5 KM
Spadł śnieg i nareszcie mogłam nie przejmować się brakiem naturalnej, miękkiej nawierzchni do marszu nordic walking. Dzisiaj niemal każda trasa była dobra dla nordiku - w końcu maszerowałam po ubitym śniegu! Wybrałam się do pobliskiego parczku, aby sprawdzić czy będzie to dobre miejsce do codziennych treningów. Pogoda - piękny śnieg! -3 C, bez wiatru. Ruszyłam na kijach już niemal spod klatki, ponieważ ścieżka rowerowa pozwalała na wbijanie grotów w wyrównany odśnieżarką biały pas. Rowerzystów dziś niewielu (nie minął mnie ani jeden) więc nie miałam wyrzutów sumienia, że wykorzystuję drogę rowerową. Przy sklepie rowerowym odbiłam w górę do parku,który jest miejscem pamięci byłego cmentarza ewangelickiego św. Barbary (czynnego w latach ok. 1850-1964)

  z stamtąd na dół wokół Zbiornika Powstańców Warszawskich. Na trasie spotkałam 1 biegaczkę, 
 dwie Panie na rekreacyjnym spacerze nordic walking i jednego Pana sportowo uprawiającego nordic walking. Miły to był widok, niosący nadzeiję, że ta trasa będzie dobra na codzienne treningi. 


Zrobiłam pętlę wokół zbiornika wodnego, aby w  domu sprawdzić jaki to dystans i ruszyłam po schodach, wypinając kije z uchwytów, przy okazji wykorzystując je do rozgrzewki (wymachy, skręty tułowia) z trzymaniem kijów za krańce. Wspominałam w duchu czasy, gdy wstydziłam się chodzić z kijkami po mieście, i te dawne czasy, gdy ciągle ktoś pytał "a gdzie masz narty?". Nordic walking spopularyzował się tak dalece, ze teraz już niemal nikt nie zwraca na ten sprzęt sportowy uwagi.  Po wmaszerowaniu na wyższy poziom, byłam już na części Fortów Napoleońskich - świetna trasa zimą (niestety pod śniegiem betonowe płytki) ale po około 500m dotarłam do placu zabaw, a tam zaczyna się raj dla miejskiego nordic walkera- naturalna nawierzchnia, ścieżki wydeptane w trawie, teraz oczywiście zaśnieżone, ale  w Centrum miasta! Piękny widok na Gdańsk z wysokości, z prawej Góra Gradowa. Szlaki dzieciństwa, gdy zboczem tej góry biegałam jako szkrab 5 letni z Babcią na spacery, i gdzie grałam w ping-ponga paletką, którą zmajstrował mi Dziadek Alek, że sklejki i płachty gumy.  Wtedy Forty były niemal opuszczone, znane głównie z klubów nocnych, i handlu narkotykami...Teraz to uczęszczane przez Gdańszczan i turystów Centrum Hevelianum, klub gier planszowych Poterna..., no i trasy rekreacyjne.

To jest świetne miejsce, Maszerowało się fantastycznie, nie dosć że biało, czysto, rześko, to z pięknym widokiem, bez spalin, i z potencjalnymi celami na różne treningi: można wspiąć się na Górę Gradową, można trenować podbiegi po schodach i stromych ścieżkach, a można, zupełnie "mechanicznie" zrobić 6 pętli wokół zbiornika wodnego. Jestem przekonana, że to załatwia sprawę codziennych marszów nowrdic walking- będę miała gdzie robić te swoje 6-10 km. No a na większe marsze- jest przecież Pomorski Park Krajobrazowy, pas nadmorski, Sobieszewo, Matemblewo, Otomin...- moje ukochane leśne trakty :). Mimo, że strasznie tęsknię za wspomnieniami z  mojej działki na Wisłą i za Puszczą Bydgoską, ... trasami na Barbarkę...To w Gdańsku znalazłam  miejsca by odbudować lubiane przeze mnie zwyczaje nordikowania o świcie. 
Zbliżenie na byłą Stocznię Gdańską i Zatokę:

W drodze powrotnej zajrzałam do sklepu po dwa jabłka, na pysznego, potreningowego  szejka z beta karotenem i żelazem:
4 łyżeczki moczonych pestek dyni
1 jabłko ze skórką i gniazdem
pałka selera naciowego
1 duża marchew
pół szklanki wody
Zmiksować i spożyć :) Pycha :!

wtorek, 7 stycznia 2014

Nordic Walking Gdańsk - Mosty na Opływie Motławy

2,5 KM
Dziś rano wstałam i padało, a  miałam nadzieję, że nie będę musiała moknąć. Ale zanim się ubrałam, przestało. Pogoda jak na grudzień 2014 - sami wiecie - plus 8 C. Wyruszyłam rowerem, bo plan miałam taki: wybić się poza ryk skrzyżowań, rozgrzać jazdą, a potem przypiąć rower gdzieś na trasie  i zrobić próbne kółko nordic walking przy Redutach i wokół Opływu Motławy.
Na Endomondo mapka:
http://www.endomondo.com/workouts/

Chciałam sprawdzić czy to miejsce nadaje się na codzienne treningi. Dojechałam, przypięłam rower do barierki na pierwszym moście, założyłam kije i ruszyłam. Na początku założyłam "kopytka" ale już po kilkunastu krokach irytowało mnie ich ślizganie się na asfaltowej nawierzchni mostu, mokrej, usianej piaskiem.

Byłam nieco rozgrzana  jazdą na rowerze, nie wiało mocno, pogoda przyjemna....Jednak idąc po drugiej stronie Opływu Motławy widziałam, że osoby (z piwem) przechadzające się tamtejszą trasą, nieco interesują się moim starym rowerem pozostawionym na moście (przypiętym tylko na linkę - ale u-lock będzie nabyty murowane). Ale cóż - szłam dalej, do drugiego mostu, mając nadzieję, że mimo iż stracę sprzęt z oczu, to że go jednak tego dnia nie ukradną. Co do tej trasy, nawierzchnia w całości tej trasy wyłożona jest kostką brukową, czasem grot wbija się w szczelinę a czasem ślizga po kostce - no, nie jest to na treningu nordic walking przyjemne, gdy nie można się wybić. Raz po raz uciekała mi to jedna ręka w tył, to druga. Nie to, że marudzę, tyle, że wtedy to już lepiej po prostu biegać (czy truchtać), a nie udawać, że to nordic walking.

Maszerowałam jednak dalej i dostrzegłam wydeptaną ścieżkę w trawie, nieco poniżej wykostkowanego wału. Zeszłam na tę ścieżkę - od razu było lepiej- szybszy krok,  porządne odbicie, czuć mocno różnicę ale teren podmokły, namokły...Nie dość, że ślisko, to po prostu zdradliwie i grząsko. Co innego na rajdzie takie warunki...

Kawałek szłam tamtędy ale ścieżka i tak zawsze wracała na betonowe płytki. Dotarłam do drugiego mostu, przy Reducie Dzik. Przeszedłszy dalej, znów próbowałam dostać się niżej, na trawiasty grunt, lecz niestety- właściciele czworonogów nie sprzątają jeszcze po swoich zwierzakach - nawet kilka kroków po zielonej trasie po tej stronie Opływu, tej bliżej miasta,  nie było możliwe.
Cóż - wiedziałam już, że ta trasa nie spełni moich codziennych potrzeb. Może jestem rozpieszczona trasami z Torunia? Tam nordic walking było naturalnym wyborem, duża dostępność tras, blisko domu. W Gdańsku zdecydowanie łatwiej jest uprawiać jazdę na rowerze. Starałam się zatem, wśród tych użalających się nad sobą ;) rozważań,  dotrzeć, po chodniku, hałasując grotami, do mostu, gdzie zaparkowałam rower. Na szczęście był tam, gdzie go zapięłam. Niestety teren przy Redutach, mimo zagospodarowania go przez Miasto i mimo, że jest to piękny teren - ale nadaje się bardziej do rekreacyjnej jazdy rowerem, do biegania, lub do spaceru...Na porządny trening nordic walking się nie nadaje, że względu na brak naturalnej nawierzchni na całości trasy - brak możliwości wbicia grotów i porządnego odbicia się na kijach podczas marszu, ogólnie amortyzacji i niewykorzystanie zalet kijów z włókna węglowego, które mają skutecznie amortyzować a nie służyć za gadżet.  Ale widoki - piękne! I ta trasa na pewno nadaje się na "spacerowy" nordic walking.


Wsiadłam zatem na rower, zmieniłam typ aktywności na Endomondo i wyruszyłam w drogę powrotną. Powrotna jest pod górkę, no i trafiłam na "czerwoną falę": łącznie, na dystansie ok 1,8 km jest tam 8 przejazdów (niektóre skrzyżowania dzielone światłami na 2) z organizacją świetlną, tym samym stałam na światłach, w smrodzie spalin (naprawdę odwykłam od tego, że aż tak zanieczyszczone jest Śródmieście) nieproporcjonalnie długo w stosunku do średniej przyjemności nordikowego treningu na świeżym powietrzu nad Motławą i przy Redutach. Całkiem fajnie nad Motławą wieje, jest miłe powietrze, nie słychać zgiełku - ale za to jak się wraca, to szczególnie dotkliwe jest tkwienie na tych wszystkich "czerwonych" wśród 4 pasmowych tras głównej przelotówki przez Gdańsk.
Nie ukrywam - odczułam trochę zawodu, ponieważ spełniała wszystkie inne warunki - jest blisko, cicho, wietrznie, mało ludzi, fajna pętla, możliwość podbiegów na Redutę Gertrudy...Cóż pewnie jeszcze czasem tam zajrzę, ale póki co kolejny trening będzie w "parczku" przy domu i na Fortach. Może da się bez dojeżdżania rowerem, a jak odpowiednio wcześnie o świcie, to zdążę zanim ruszą korki...

W planach mam by kilka razy w tygodniu, rano robić między 4 a 6 km treningu nordikowego.  Na mapce Endomondo wyliczyło, że trasa Redutami "od mostu do mostu" to 2,4km - czyli powinnam  przejść 2 pętle aby zrobić to co zamierzam.

sobota, 4 stycznia 2014

Noworoczna wycieczka Nordic Walking Wokół Otomina i do Bąkowa

15 KM
W tym roku udał mi się Noworoczny Marsz NW.
Wraz z przyjaciółką, udałyśmy się autem w okolice Otomina i stamtąd wyruszyłyśmy. Udało nam się nie zapomnieć o włączeniu Endomondo. Natomiast ja zostawiłam przez pomyłkę włączoną kategorię Jazda na rowerze. Na szczęście w Endomondo można skorygować później  ręcznie w internecie poszczególne dane.
Spacer zapowiadał się mgliście i chłodno, było około 2-4 C. Gdy idziemy razem, jest to bardziej Nordic Plotking, niż treningowy marsz. Wiadomo- rzadko mamy czas się spotkać, ale na pewno lepiej jest pogadać maszerujac, niż siedząc w domu i podjadając. Wyruszyłyśmy zatem z parkingu w stronę jeziora Otomin. Naszym sprzetem są kijki Exela - Gosia chodziła na Exelach Alis (20% carbon), a ja na Exelach Stride (35 % carbon). Minęłyśmy też rodzinę, większość  bez kijków, ale (chyba) tata za to miał Exele Sporty :) (Musiałam się obejrzeć, a co ;) Miło widzieć na trasie osoby, nawet spacerowiczów, którzy mają właściwy (rękawica do NW) i dobrej jakości sprzęt do Nordic Walking. Zatem maszerowałyśmy w stronę jeziora, nie mogąc się nagadać, bo się sporo nie widziałyśmy.
Trasa na początku jest szeroka, szutrowa, wyjeżdżona przez auta. Można wręcz niemal nie patrzeć pod nogi. O dziwo minęłyśmy kilka grupek nordic walkerów, uśmiechających się do nas. Widać wyruszyli wcześniej od nas. (My o 11.00).
Dotarłszy do jeziora, wybrałyśmy prawą stronę i wyruszyłyśmy w dalszy marsz. Ścieżki tam są węższe, trzeba iść gęsiego, czasami są skośne, wśród krzaków i wysłane liśćmi. Było wilgotno, ale nie było niebezpiecznie ślisko.
Gdy ścieżka ze zbocza zaczęła zniżać się do brzegu, postanowiłyśmy zrobić postój i napić się herbaty (tym razem ja miałam termos - z owocową herbatą z domowym sokiem z aronii; a zazwyczaj Gosia ma herbatę z domowym sokiem z malin). Zjadłyśmy też po kawałeczku bezglutenowego, domowej roboty vegan batona kokosowo- ryżowego, słodzonego daktylami, z żurawiną i rodzynkami, i migdałami. Robiłam go jako "ciasto energetyczne". Pokrojony w kawałki wielkości typowych batoników świetnie nas posilił. Ruszyłyśmy dalej, tym razem nie zapominając odkliknąć pauzy. Ja dotychczas nigdy nie szłam wokół Otomina. Wydawało mi się ono gigantycznie rozległym jeziorem, którego nie sposób przejść naokoło ;) Ale nawet nie zauważyłyśmy, kiedy minęłyśmy ponad połowę drogi.  Założywszy, że jeśli zaczniemy wracać, to za chwilę będziemy znów przy aucie, Gosia zaproponowała aby pójść za ludźmi, którzy całymi rodzinami spacerowali w tamtej okolicy i zobaczymy gdzie dojdziemy. Tak zrobiłyśmy, droga z każdym kilometrem była coraz szersza, w sumie doszłyśmy do zabudowań. Jak się potem okazało dotarłyśmy do wsi Bąkowo. Ale, ze miało się ściemniać, nie zwlekając postanowiłyśmy zacząć powrót. Maszerowało się świetnie, i od tego momentu szybciej, bo wszystkie najważniejsze tematy w pierwszej godzinie spaceru zostały wyczerpane, teraz mogłyśmy ruszyć szybciej. Ponadto zrobiło się cieplej, pozdejmowałyśmy rękawice, a ja zamieniłam czapkę na opaskę na uszy. (Jak widać coraz lepiej jest z przewidywaniem stroju do warunków pogody).  Czasami mijałyśmy biegacza, czasami rodziny z psami, a kilka jeszcze razy kogoś z kijkami. Pod koniec, tak na około 12 km, napotkałyśmy grupę  jeźdźców na koniach i kucach. Piękny widok w lesie. Byłam już dość zmęczona, ale nie tak by narzekać. Nie sprawdzałam podczas marszu ile zrobiłyśmy kilometrów. Po małym kryzysie wróciły mi siły. Dodam, ze na kolanach miałam założone opaski elastyczne, takie wzmacniacze z Decathlonu- bardzo dobrze trzymały ciepło wokół stawów. Podczas marszu często zmieniałam technikę rąk: naprzemienną, równoległą, odpychałam się, starając zmieniać punkt ciężkości, szczególnie gdy szłyśmy dosyć wolno. Starałam się też stawiać stopy na zewnątrz, bo mam tendencję do stawiania do środka. Dzięki temu w ogóle nie bolało mnie (w sensie urazu) ani podczas treningu, ani w następnych dniach ścięgno na udzie.
Pod koniec spaceru spotkałyśmy jeszcze grupkę około 6 osób, "cywilnych" spacerowiczów noworocznych, w eleganckich strojach. I podsłuchałyśmy dialog
Pan (do towarzyszki - Ej, ale Ty też masz takie kijki, nie?
Pani. - Tak...(cisza). No właśnie! A czemu ja nie wzięłam lepszych butów i tych kijków?!

I tym pozytywnym akcentem, będąc noworoczną, uśmiechniętą, wyspacerowaną i naplotkowaną nordikową  inspiracją dla Otomińskich spacerowiczów zakończyłyśmy nasz 15 kilometrowy marsz.
Wróciłyśmy do auta, potem do domu Gosi, a ja na koniec wróciłam autobusem do Gdańska, a następnie rowerem do swojego mieszkanka.

ps. Na drugi i trzeci dzień czułam spacer w podudziach, ale nie było w tym żadnej szkody. Gosię bolały łydki, ale też bez żadnej kontuzji. Maszerowało się z kijkami super! 3-4  godziny i po spacerze!

A tu mapka W Endomondo:
http://www.endomondo.com/workouts/281413279/331126