5,5 KM
Spadł śnieg i nareszcie mogłam nie przejmować się brakiem naturalnej, miękkiej nawierzchni do marszu nordic walking. Dzisiaj niemal każda trasa była dobra dla nordiku - w końcu maszerowałam po ubitym śniegu! Wybrałam się do pobliskiego parczku, aby sprawdzić czy będzie to dobre miejsce do codziennych treningów. Pogoda - piękny śnieg! -3 C, bez wiatru. Ruszyłam na kijach już niemal spod klatki, ponieważ ścieżka rowerowa pozwalała na wbijanie grotów w wyrównany odśnieżarką biały pas. Rowerzystów dziś niewielu (nie minął mnie ani jeden) więc nie miałam wyrzutów sumienia, że wykorzystuję drogę rowerową. Przy sklepie rowerowym odbiłam w górę do parku,który jest miejscem pamięci byłego cmentarza ewangelickiego św. Barbary (czynnego w latach ok. 1850-1964)
z stamtąd na dół wokół Zbiornika Powstańców Warszawskich. Na trasie spotkałam 1 biegaczkę,
dwie Panie na rekreacyjnym spacerze nordic walking i jednego Pana sportowo uprawiającego nordic walking. Miły to był widok, niosący nadzeiję, że ta trasa będzie dobra na codzienne treningi.
Zrobiłam pętlę wokół zbiornika wodnego, aby w domu sprawdzić jaki to dystans i ruszyłam po schodach, wypinając kije z uchwytów, przy okazji wykorzystując je do rozgrzewki (wymachy, skręty tułowia) z trzymaniem kijów za krańce. Wspominałam w duchu czasy, gdy wstydziłam się chodzić z kijkami po mieście, i te dawne czasy, gdy ciągle ktoś pytał "a gdzie masz narty?". Nordic walking spopularyzował się tak dalece, ze teraz już niemal nikt nie zwraca na ten sprzęt sportowy uwagi. Po wmaszerowaniu na wyższy poziom, byłam już na części Fortów Napoleońskich - świetna trasa zimą (niestety pod śniegiem betonowe płytki) ale po około 500m dotarłam do placu zabaw, a tam zaczyna się raj dla miejskiego nordic walkera- naturalna nawierzchnia, ścieżki wydeptane w trawie, teraz oczywiście zaśnieżone, ale w Centrum miasta! Piękny widok na Gdańsk z wysokości, z prawej Góra Gradowa. Szlaki dzieciństwa, gdy zboczem tej góry biegałam jako szkrab 5 letni z Babcią na spacery, i gdzie grałam w ping-ponga paletką, którą zmajstrował mi Dziadek Alek, że sklejki i płachty gumy. Wtedy Forty były niemal opuszczone, znane głównie z klubów nocnych, i handlu narkotykami...Teraz to uczęszczane przez Gdańszczan i turystów Centrum Hevelianum, klub gier planszowych Poterna..., no i trasy rekreacyjne.
To jest świetne miejsce, Maszerowało się fantastycznie, nie dosć że biało, czysto, rześko, to z pięknym widokiem, bez spalin, i z potencjalnymi celami na różne treningi: można wspiąć się na Górę Gradową, można trenować podbiegi po schodach i stromych ścieżkach, a można, zupełnie "mechanicznie" zrobić 6 pętli wokół zbiornika wodnego. Jestem przekonana, że to załatwia sprawę codziennych marszów nowrdic walking- będę miała gdzie robić te swoje 6-10 km. No a na większe marsze- jest przecież Pomorski Park Krajobrazowy, pas nadmorski, Sobieszewo, Matemblewo, Otomin...- moje ukochane leśne trakty :). Mimo, że strasznie tęsknię za wspomnieniami z mojej działki na Wisłą i za Puszczą Bydgoską, ... trasami na Barbarkę...To w Gdańsku znalazłam miejsca by odbudować lubiane przeze mnie zwyczaje nordikowania o świcie.
Zbliżenie na byłą Stocznię Gdańską i Zatokę:
W drodze powrotnej zajrzałam do sklepu po dwa jabłka, na pysznego, potreningowego szejka z beta karotenem i żelazem:
4 łyżeczki moczonych pestek dyni
1 jabłko ze skórką i gniazdem
pałka selera naciowego
1 duża marchew
pół szklanki wody
Zmiksować i spożyć :) Pycha :!



