sobota, 4 stycznia 2014

Noworoczna wycieczka Nordic Walking Wokół Otomina i do Bąkowa

15 KM
W tym roku udał mi się Noworoczny Marsz NW.
Wraz z przyjaciółką, udałyśmy się autem w okolice Otomina i stamtąd wyruszyłyśmy. Udało nam się nie zapomnieć o włączeniu Endomondo. Natomiast ja zostawiłam przez pomyłkę włączoną kategorię Jazda na rowerze. Na szczęście w Endomondo można skorygować później  ręcznie w internecie poszczególne dane.
Spacer zapowiadał się mgliście i chłodno, było około 2-4 C. Gdy idziemy razem, jest to bardziej Nordic Plotking, niż treningowy marsz. Wiadomo- rzadko mamy czas się spotkać, ale na pewno lepiej jest pogadać maszerujac, niż siedząc w domu i podjadając. Wyruszyłyśmy zatem z parkingu w stronę jeziora Otomin. Naszym sprzetem są kijki Exela - Gosia chodziła na Exelach Alis (20% carbon), a ja na Exelach Stride (35 % carbon). Minęłyśmy też rodzinę, większość  bez kijków, ale (chyba) tata za to miał Exele Sporty :) (Musiałam się obejrzeć, a co ;) Miło widzieć na trasie osoby, nawet spacerowiczów, którzy mają właściwy (rękawica do NW) i dobrej jakości sprzęt do Nordic Walking. Zatem maszerowałyśmy w stronę jeziora, nie mogąc się nagadać, bo się sporo nie widziałyśmy.
Trasa na początku jest szeroka, szutrowa, wyjeżdżona przez auta. Można wręcz niemal nie patrzeć pod nogi. O dziwo minęłyśmy kilka grupek nordic walkerów, uśmiechających się do nas. Widać wyruszyli wcześniej od nas. (My o 11.00).
Dotarłszy do jeziora, wybrałyśmy prawą stronę i wyruszyłyśmy w dalszy marsz. Ścieżki tam są węższe, trzeba iść gęsiego, czasami są skośne, wśród krzaków i wysłane liśćmi. Było wilgotno, ale nie było niebezpiecznie ślisko.
Gdy ścieżka ze zbocza zaczęła zniżać się do brzegu, postanowiłyśmy zrobić postój i napić się herbaty (tym razem ja miałam termos - z owocową herbatą z domowym sokiem z aronii; a zazwyczaj Gosia ma herbatę z domowym sokiem z malin). Zjadłyśmy też po kawałeczku bezglutenowego, domowej roboty vegan batona kokosowo- ryżowego, słodzonego daktylami, z żurawiną i rodzynkami, i migdałami. Robiłam go jako "ciasto energetyczne". Pokrojony w kawałki wielkości typowych batoników świetnie nas posilił. Ruszyłyśmy dalej, tym razem nie zapominając odkliknąć pauzy. Ja dotychczas nigdy nie szłam wokół Otomina. Wydawało mi się ono gigantycznie rozległym jeziorem, którego nie sposób przejść naokoło ;) Ale nawet nie zauważyłyśmy, kiedy minęłyśmy ponad połowę drogi.  Założywszy, że jeśli zaczniemy wracać, to za chwilę będziemy znów przy aucie, Gosia zaproponowała aby pójść za ludźmi, którzy całymi rodzinami spacerowali w tamtej okolicy i zobaczymy gdzie dojdziemy. Tak zrobiłyśmy, droga z każdym kilometrem była coraz szersza, w sumie doszłyśmy do zabudowań. Jak się potem okazało dotarłyśmy do wsi Bąkowo. Ale, ze miało się ściemniać, nie zwlekając postanowiłyśmy zacząć powrót. Maszerowało się świetnie, i od tego momentu szybciej, bo wszystkie najważniejsze tematy w pierwszej godzinie spaceru zostały wyczerpane, teraz mogłyśmy ruszyć szybciej. Ponadto zrobiło się cieplej, pozdejmowałyśmy rękawice, a ja zamieniłam czapkę na opaskę na uszy. (Jak widać coraz lepiej jest z przewidywaniem stroju do warunków pogody).  Czasami mijałyśmy biegacza, czasami rodziny z psami, a kilka jeszcze razy kogoś z kijkami. Pod koniec, tak na około 12 km, napotkałyśmy grupę  jeźdźców na koniach i kucach. Piękny widok w lesie. Byłam już dość zmęczona, ale nie tak by narzekać. Nie sprawdzałam podczas marszu ile zrobiłyśmy kilometrów. Po małym kryzysie wróciły mi siły. Dodam, ze na kolanach miałam założone opaski elastyczne, takie wzmacniacze z Decathlonu- bardzo dobrze trzymały ciepło wokół stawów. Podczas marszu często zmieniałam technikę rąk: naprzemienną, równoległą, odpychałam się, starając zmieniać punkt ciężkości, szczególnie gdy szłyśmy dosyć wolno. Starałam się też stawiać stopy na zewnątrz, bo mam tendencję do stawiania do środka. Dzięki temu w ogóle nie bolało mnie (w sensie urazu) ani podczas treningu, ani w następnych dniach ścięgno na udzie.
Pod koniec spaceru spotkałyśmy jeszcze grupkę około 6 osób, "cywilnych" spacerowiczów noworocznych, w eleganckich strojach. I podsłuchałyśmy dialog
Pan (do towarzyszki - Ej, ale Ty też masz takie kijki, nie?
Pani. - Tak...(cisza). No właśnie! A czemu ja nie wzięłam lepszych butów i tych kijków?!

I tym pozytywnym akcentem, będąc noworoczną, uśmiechniętą, wyspacerowaną i naplotkowaną nordikową  inspiracją dla Otomińskich spacerowiczów zakończyłyśmy nasz 15 kilometrowy marsz.
Wróciłyśmy do auta, potem do domu Gosi, a ja na koniec wróciłam autobusem do Gdańska, a następnie rowerem do swojego mieszkanka.

ps. Na drugi i trzeci dzień czułam spacer w podudziach, ale nie było w tym żadnej szkody. Gosię bolały łydki, ale też bez żadnej kontuzji. Maszerowało się z kijkami super! 3-4  godziny i po spacerze!

A tu mapka W Endomondo:
http://www.endomondo.com/workouts/281413279/331126

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz