Zawsze byłam ciekawa co jest dalej za gdańskimi Fortami w głąb lądu. A się okazuje, że ogródki działkowe, i całkiem nie taka zła asfaltówka na małe przejażdżki rowerem, wzdłuż trasy autobusu. Na pewno tam mniejsze spaliny niż wzdłuż Kartuskiej, lub w stronę morza przy Czołgu. Całkiem znośny teren na "bezmyślny" trening rowerem na co dzień. Psów mało, a jak szczekają to raczej te mieszkające na mijanych posesjach. Policję również mijałam, zatem teren raczej nie zapuszczony.
Trening udany, wiadomo jaka jest zima w tym roku...Można jeździć nawet "staruszkiem Holendrem" i za bardzo się go nie zdewastuje...
Pod koniec jednak zerwał się wiatr (chyba zapomniałam, że jadę na Pomorzu) i było trochę ciężej wrócić, do tego trochę mżyło i było ciemnawo już.
Jedyne co nie jest fajne w tej trasie, to na 9/10 kilometrze przejście przez tory na ul. Niwki - przeszłam nielegalnie, wydeptaną drogą...Ale następnym razem trzeba to inaczej rozwiązać - albo wcześniejszym wiaduktem, górą, albo wcześniej zrobić pętlę.
Na Endomondo można zobaczyć trasę KLIK
Dołączyłam do grupy BikeVege na Endomondo :) KLIK
A po powrocie pyszny szejk z passiflory i sezamu, oraz ciepły basmati (zamiast kaszy jaglanej i dla odmiany od brązowego ryżu na co dzień) z daktylami i żurawiną na cykoriowych płatkach...Om, nom, nom....Pychusia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz